Co zrobi RPP?

Rekordowa inflacja, pogłębiająca się słabość złotego względem głównych walut świata oraz działania innych banków centralnych skłaniają do wniosku, że Rada Polityki Pieniężnej ogłosi w środę 3 listopada decyzję o kolejnej podwyżce stóp procentowych. Jeżeli tak się nie stanie, złoty wpadnie w poważne tarapaty.

Rada Polityki Pieniężnej w październiku br. Zaskoczyła rynek, niespodziewanie podnosząc najważniejszą ze stóp procentowych z 0,1 do 0,5 proc. Polskie władze monetarne uciekały jednak wtedy przed deklaracją, że tym samym rozpoczął się cykl podwyżek. Po środowej decyzji karty zostaną odkryte.

Największy skok 20-lecia

Sygnały z polskiej gospodarki zdają się wzywać do kolejnej, nawet jeszcze bardziej śmiałej podwyżki stóp procentowych. O jakich sygnałach mowa? Oczywiście o inflacji, o której znów zrobiło się bardzo głośno. W październiku ceny konsumenckie były o 6,8 proc. wyższe niż rok wcześniej. Tak silnej inflacji nie notowano w Polsce od 2001 r.

Głównymi sprawcami blisko 7-procentowej inflacji są rosnące ceny energii, ale prawda jest taka, że więcej niż trzy czwarte kategorii drożeje w tempie przewyższającym 2,5-procentowy cel inflacyjny RPP. Obrazu tendencji cenowych w polskiej gospodarce niech dopełni fakt, że ceny wykonały kolejny bardzo silny, tym razem aż 1-procentowy skok w porównaniu z poprzednim miesiącem. Niemal normą staje się to, że odczyty przybierają wartości powyżej prognoz. Jest to tendencja globalna. Dane o cenach właściwie w każdym zakątku świata wskazują, że presja cenowa nie tylko rośnie, ale zwiększa się silniej, niż można się tego spodziewać.

Jaka inflacja, taka reakcja?

Niestety nic nie wskazuje, by w szczyt inflacji był już za nami. Jej roczna dynamika rośnie jeszcze szybciej, niż można było zakładać, bo już w listopadzie może przekroczyć 7 proc. rok do roku.

inflacja może przekroczyć 5,5 proc. Bardzo wysokie pozostaną również ceny w kategoriach bazowych, z wyłączeniem najbardziej zmiennych, tzn. cen paliw i żywności

prognozuje Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Poprzedni skok cen odegrał ważną rolę w przekonaniu większości bankierów centralnych na świecie, że aby nie dopuścić do utrwalenia się silnej presji cenowej i eksplozji oczekiwań inflacyjnych, potrzebna jest odwlekana podwyżka kosztu pieniądza.

Kolejny skok cen może prowadzić do wniosku, że np. w Polsce 0,5-procentowe stopy przy niemal 7-procentowej inflacji okażą się zbyt słabym orężem

ocenia analityk Cinkciarz.pl.

Podejmując w środę decyzję w sprawie ewentualnej zmiany wysokości stóp procentowych, Rada będzie dysponować treścią nowej projekcji inflacyjnej NBP. Niechybnie będzie ona wskazywać, że powrót inflacji do celu (2,5 proc.) jest zbyt odległą perspektywą, by mieć komfort biernej i cierpliwej obserwacji rozwoju wydarzeń.

Złoty potrzebuje pomocy

Władze pieniężne wielokrotnie wyrażały opinię, że pandemia COVID-19 niezmiennie jest zagrożeniem, które powinno powstrzymywać przed podnoszeniem kosztu pieniądza. Czynnik ten prawdopodobnie został jednak dziś zepchnięty na dalszy plan, tym bardziej że wzrost liczby zachorowań w Polsce nie skutkuje restrykcjami zaburzającymi procesy gospodarcze.

Na bliższy plan zdaje się dziś wychodzić argument, związany z siłą waluty. Podwyżka stóp procentowych mogłaby poprawić notowania złotego, a pomoc ze strony RPP wydaje się obecnie wskazana, bo euro na początku listopada kosztuje ponad 4,60 zł, frank więcej niż 4,37 zł, a dolar niemal 4 zł.

Rynki przygotowały się już na serię podwyżek stóp procentowych w Polsce, mimo że nie padły takie deklaracje. Brak ruchu w tym tygodniu byłby w tym świetle ciosem w złotego. Co prawda RPP w przeszłości wyrażała już preferencje, by waluta była słabsza i w ten sposób dodatkowo wspierała wychodzenie gospodarki z koronawirusowego załamania. Jednak w obliczu gwałtownie drożejących surowców energetycznych coraz więcej banków centralnych będzie jak ognia unikać utraty wartości waluty, bo takie tendencje wzmagają problemy z inflacją

rzestrzega analityk.

Wciąż aktualna prognoza: euro tańsze niż 4,5 zł

Wyższe stopy procentowe w Polsce powinny działać stabilizująco i sprzyjać spadkom kursów głównych walut. Zakładamy, że na koniec roku za euro zapłacimy ok. 4,50 zł, czyli ponad 10 groszy mniej niż obecnie. Najmocniej do zrealizowania takiego scenariusza złotego przybliżyłby kolejny mocny ruch stóp, czyli tym razem o 50 pkt bazowych. W obliczu przyśpieszenia presji inflacyjnej taki krok uważamy za najbardziej prawdopodobny. Jednak biorąc pod uwagę nastawienie RPP, rynek jest bardzo mocno podzielony w ocenie ruchów, które zostaną podjęte

analizuje ekspert.

Nie wszystko zależy od stóp

Zaskakującej podwyżki stóp procentowych na październikowym posiedzeniu złoty nie był w stanie przekuć w trwałe umocnienie.

Polskiej walucie w ostatnich tygodniach z pewnością nie pomogło widmo kryzysu energetycznego. Wpędziło ono w opały większość walut z naszego koszyka, oczywiście z wyłączeniem tych, które są eksporterami surowca – na czele z rublem. Negatywnie na złotego wpływał też konflikt polskiego rządu z Unią Europejską. W podtrzymaniu tarapatów polskiej waluty bardzo ważna była także niepewność odnośnie do zamierzeń władz monetarnych

wylicza analityk Cinkciarz.pl.
Źródło

Skomentuj artykuł: