Spadki na na Wall Street. Eskalacja napięcia między USA a Iranem budzi obawy na rynkach

Indeksy na Wall Street zakończyły piątkową sesję spadkami, podobnie jak na większości europejskich giełd. Eskalacja napięcia między USA a Iranem budzi obawy na rynkach, dlatego zyskiwały aktywa uważane za bezpieczne inwestycje - umacniały się dolar, obligacje, w górę szła cena złota.

Dow Jones Industrial na zamknięciu spadł 223 punkty, czyli 0,77 proc. i wyniósł 28.645,67 pkt. To najmocniejszy spadek tego indeksu od ponad miesiąca.

S&P 500 stracił 0,71 proc. i wyniósł 3.234,85 pkt.

Nasdaq Comp. poszedł w dół 0,79 proc., do 9.020,77 pkt.

Na rynkach panowała niechęć do ryzykownych aktywów po zabiciu w ataku rakietowym w Bagdadzie przez USA irańskiego generała Kassema Sulejmaniego.

"Obawy rynków o wojnę handlową, które uległy zmniejszeniu w ostatnim czasie, zostały zastąpione przez lęk o wybuch prawdziwej wojny"

- powiedział Chris Rupkey, główny ekonomista finansowy w MUFG.

Departament Obrony USA potwierdził w piątek przeprowadzenie ataku rakietowego z dronów na międzynarodowe lotnisko w Bagdadzie, podczas którego zginął irański generał Kassem Sulejmani, dowódca elitarnej jednostki Al Kuds w ramach irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej oraz wiceszef proirańskich Sił Mobilizacji Ludowej (ang. PMU) Abu Mahdi al-Muhandis.

Irański prezydent Hasan Rowhani zapowiedział, że USA czeka "miażdżąca zemsta" Iranu za zabicie Sulejmaniego.

Premier Iraku Adil Abd al-Mahdi nazwał zabicie irańskiego generała i jednego z dowódców irackiej milicji "kolosalnym pogwałceniem suwerenności Iraku", które "uruchomi niszczycielską wojnę w Iraku, regionie i na świecie"

Prezydent Donald Trump zapewnił, że jego celem nie jest wywołanie nowej wojny. Podczas konferencji prasowej w Mar-a-Lago Trump na Florydzie Trump oskarżył Sulejmaniego o planowanie ataków na dyplomatów i żołnierzy USA oraz zapewniał, że to irański wojskowy stał za grudniowym atakiem na amerykańską ambasadę w Iraku.

Ostrzegł też Iran przed wykorzystywaniem swoich sojuszników w regionie i podkreślił, że działania Stanów Zjednoczonych nie zmierzają do zmiany władz w Teheranie.

Departament Obrony USA podał w oświadczeniu, że gen. Sulejmani "planował ataki na amerykańskich dyplomatów w Iraku oraz w całym regionie”.

Według agencji Bloomberga Biały Dom przygotowuje się na odwet Iranu, włącznie z atakiem, który mógłby mieć miejsce w USA, ale nie jest jasne, w jaki sposób administracja prezydenta Donalda Trumpa organizuje się na taką możliwość.

Zabicie Sulejmaniego to eskalacja konfliktu USA-Iran, który w ostatnim czasie toczył się zastępczo na terytorium Iraku. We wtorek Donald Trump oskarżył Iran o kierowanie atakiem na ambasadę USA w Iraku i zapowiedział odwet. Ambasada USA w Bagdadzie została sforsowana przez demonstrantów, którzy protestowali przeciwko nalotom Amerykanów na cele związane z szyicką milicją Kataib Hezbollah.

Naloty na cele w Iraku i Syrii odbyły się w niedzielę. USA uważają, że Kataib Hezbollah stoi między innymi za atakiem rakietowym na bazę wojskową w pobliżu miasta Kirkuk na północy Iraku w zeszły piątek. Zginął w nim cywilny pracownik amerykańskiej misji wojskowej, a sześć osób zostało rannych.

"To wydarzenie to trzęsienie ziemi w regionie. W ten sposób wymiana ciosów USA i Iranu wymyka się spod kontroli. Reakcja Iranu może być poważna i śmiercionośna. Z pewnością może obejmować eskalację ataków na infrastrukturę energetyczną”

– powiedział Jason Bordoff, były doradca ds. energii prezydenta Baracka Obamy.

"Oczekujemy, że starcia o umiarkowanym natężeniu będą trwać przez ok. miesiąc. Wspierane przez Iran milicje zaatakują bazy USA, a niektórzy żołnierze USA mogą zginąć; Stany Zjednoczone odpowiedzą za pomocą nalotów w Iraku" - napisali Henry Rome i Cliff Kupchan, analitycy w Eurasia Group, dodając, że ceny ropy mogą wzrosnąć do 80 USD za baryłkę, jeśli dostawy ropy zostaną zakłócone w wyniku konfliktu.

Wskaźnik aktywności w przemyśle w USA w grudniu spadł do 47,2 pkt., z 48,1 pkt. w poprzednim miesiącu - podał Instytut Zarządzania Podażą (ISM). Analitycy spodziewali się indeksu na poziomie 49,0 pkt. To najniższe wskazanie od czerwca 2009 r.

Fed opublikował w piątek protokół z ostatniego posiedzenia. Wynika z niego, że zdaniem Rezerwy Federalnej obecne stanowisko ws. polityki monetarnej jest właściwe, jeśli sytuacja w gospodarce nie ulegnie zmianie. W dokumencie wskazano, że czynniki ryzyka nadal oddziałują na perspektywy wzrostu PKB w USA.

Grudniowa decyzja ws. stóp procentowych była zgodna z oczekiwaniami rynkowymi. Rynki odebrały komunikat Fedu i przekaz prezesa Jerome’a Powella na konferencji po posiedzeniu jako oznakę, że FOMC nie będzie podejmować działań w zakresie polityki monetarnej w roku wyborczym w USA.

"Niemniej jednak potencjalny rozwój wydarzeń w światowej gospodarce, związany zarówno z utrzymującą się niepewnością dotyczącą handlu międzynarodowego, jak i słabością wzrostu gospodarczego za granicą, nadal będzie stanowił pewne zagrożenie dla perspektyw wzrostu PKB w USA" - napisano w minutkach.

Kilku uczestników wyraziło obawy, że utrzymywanie niskich stóp procentowych przez długi okres może zachęcić do podejmowania nadmiernego ryzyka, co może zaostrzyć nierównowagę w sektorze finansowym.

Źródło

Skomentuj artykuł: