Piotr Patkowski o projekcie budżetu na 2026 r.: sytuacja jest naprawdę ponura

Sytuacja jest naprawdę ponura i może się to odbić zarówno na ratingu gospodarczym Polski, jak i na wysokości odsetek, które będziemy płacić od naszego długu. O ile w ogóle jeszcze się nabywcy na taki dług znajdą, bo to też może być teraz problem - mówi portalowi filarybiznesu.pl b. wiceminister finansów Piotr Patkowski.

Projekt budżetu na 2026 rok

Rząd na czwartkowym posiedzeniu przyjął projekt budżetu państwa na przyszły rok. W dokumencie założono, że dochody budżetowe wyniosą ok. 647 mld zł, wydatki ok. 918,9 mld zł, a deficyt budżetowy w roku 2026 wyniesie ok. 271 ,7 mld zł, czyli 6,5 proc. PKB. Relacja państwowego długu publicznego do PKB na koniec roku ma wynieść 53,8 proc., natomiast dług do PKB w ujęciu unijnym wyniesie na koniec 2026 r. 66,8 proc.

Projekt budżetu zakłada też “wyższe od wieloletniej średniej” inwestycje w wysokości 8 proc. oraz przeznaczenie na obronność “rekordowej kwoty” 200 mld zł.

Zgodnie z przyjętymi wcześniej założeniami do projektu przyszłorocznego budżetu, realny wzrost PKB w 2026 r. ma kształtować się na poziomie 3,5 proc., a inflacja średnioroczna sięgnie 3 proc.

 

KE i rynki będą zawiedzione

Komentując przyjęty przez rząd dokument dla portalu filarybiznesu.pl były wiceminister finansów Piotr Patkowski stwierdził, że “jest zdecydowanie gorzej niż ktokolwiek się spodziewał”. - Przede wszystkim myślę, że jest gorzej niż się spodziewała Komisja Europejska i rynki finansowe. To może zaraz zacząć się odbijać na ratingu gospodarczym Polski, jak i na odsetkach, które będziemy płacili od długu i od deficytu - ocenił.

- Dług sektora finansów publicznych, ten mierzony pełną miarą, a więc wydatków - nie tylko budżetu państwa, ale wszystkich państwowych instytucji - w przyszłym roku będzie wynosił powyżej 66 proc., czyli powyżej konstytucyjnego progu. Myślę, że minister Domański bardzo ciężko pracuje na to, żeby w jego sprawie złożony został wniosek do Trybunału Stanu, ponieważ jego działania związane z prowadzeniem polityki fiskalnej w dużej mierze zaczynają się już ku temu kwalifikować

 - przekonywał nasz rozmówca.

Zwrócił uwagę, że przyszłoroczny deficyt sektora finansów publicznych będzie wynosił 6,5 proc. w relacji do PKB. - I tu pojawiają się ciekawe kwestie, bo według standardów unijnych on nie powinien przekraczać 3 procent, czyli jest o 3,5 p.p. wyższy niż powinien. Ale zgodnie z metodologią ograniczania deficytu i tego, co oczekiwała od nas Komisja Europejska, ten przyszłoroczny deficyt powinien wynosić 4,5 w relacji do PKB. Jest on więc o 2 p.p. wyższy. Czyli przekładając to już na konkretną sumę, jest wyższy o 80 mld zł. O tyle minister Domański nie zmieścił się w tym, w czym powinien się zmieścić zgodnie z oczekiwaniami Unii Europejskiej i rynków finansowych. I to jest dziura, która powinna być natychmiast zasypana - tłumaczył Patkowski.

Dzielenie skóry na niedźwiedziu

“Ponurą ciekawostką, która się wyłania z dzisiejszej konferencji ministra Domańskiego” określił uwzględnienie w dochodach budżetowych m.in. podwyżek opłaty cukrowej i akcyzy. - A prezydent Karol Nawrocki powiedział, że je zawetuje. W związku z tym te dochody budżetu państwa są i tak przeszacowane. Ten deficyt, o którym mówiłem - 6,5 proc. w relacji do PKB będzie więc jeszcze wyższy. Ministrowi Domańskiemu nie brakuje 80 mld zł do tej oczekiwanej przez KE konsolidacji, tylko znacznie więcej - wyjaśnił.

- Sytuacja jest naprawdę ponura i jak mówiłem wcześniej, może się to odbić zarówno na ratingu gospodarczym Polski, jak i na wysokości odsetek, które będziemy płacić od naszego długu. O ile w ogóle jeszcze się nabywcy na taki dług znajdą, bo to też może być teraz problem 

- podkreślił.

Pytany o możliwe jego zdaniem skutki przeszacowania potencjalnych wpływów do budżetu dla rynku wewnętrznego stwierdził, że “już je widzimy, jeśli chodzi np. o 14 emeryturę, którą rząd mógłby podwyższać, zwiększając próg uprawniający do jej otrzymania, a tego nie zrobił”. - Natomiast kolejnym skutkiem będzie to, że Polaków już za chwilę czekają podwyżki ciepła systemowego i rząd zamiast wdrożyć pełnoskalową tarczę, tak jak to robił rząd Mateusza Morawieckiego, zaproponował jakiś skromny bon dla najbiedniejszych gospodarstw. Naraża tym samym miliony pozostałych gospodarstw domowych na wzrosty cen ciepła - zaznaczył.

- Z jednej strony będą to niższe świadczenia, jak 14 emerytura, a z drugiej strony masowe wzrosty rachunków, które nie będą osłaniane tak, jak za rządów PiS-u tarczami osłonowymi - dodał Piotr Patkowski.

Błędne założenia

Oceniając stronę dochodową projektu przyszłorocznego budżetu podkreślił, że “VAT nie jest tak dynamiczny jak być powinien”. Zwrócił jednocześnie uwagę, że jeśli chodzi o wskaźniki makroekonomiczne konsumpcji czy wzrostu wynagrodzeń, “to wyglądają one naprawdę solidnie”. - I to się przecież powinno przekładać na wzrosty podatku VAT, a tego nie widać - zauważył.

- Natomiast najbardziej niepokojąca rzecz po stronie podatkowej dzieje się w podatku akcyzowym. Proszę zwrócić uwagę, że w lutym weszły bardzo poważne podwyżki zarówno na papierosy jak i wyroby tytoniowe. A zgodnie zasadą, podwyżka podatków powinna przyczynić się do wzrostu dochodów podatkowych. Tak się jednak w tym przypadku nie stało, co oznacza, że konsumenci uciekli z legalnego rynku do szarej strefy i na tych podwyżkach podatków traci zarówno budżet państwa, legalnie działające firmy i także nie wiemy tak naprawdę, gdzie ci konsumenci w tym momencie odeszli. Także zamiast wzrostu dochodów podatkowych mamy wzrost szarej strefy

 - tłumaczył.

Jak ocenił, “założony wzrost PKB na 2026 rok jest bardzo optymistyczną prognozą, więc to się po prostu może nie spełnić”.

 - Poza tym, rząd z niejasnych przyczyn - i minister Domański tego w ogóle na konferencji prasowej nie wytłumaczył - zakłada bardzo duży wzrost inwestycji w przyszłym roku, a sygnały z gospodarki nie świadczą o tym, żeby firmy taką politykę inwestycyjną zamierzały podejmować. Raczej widzimy niestety oznaki spowolnienia, jeśli nie stagnacji gospodarczej, a nie ofertę inwestycyjną - zaznaczył.

Chowanie długu i obronność

Przykładem “żonglerki finansowej” nazwał obniżanie przez ministra Domańskiego pokazywanego długu sektora finansów publicznych o pożyczki z KPO. - Tutaj warto przypomnieć, że pożyczki z KPO są dokładnie takimi samymi pożyczkami, jak wszystkie inne. W związku z tym nie ma żadnych podstaw, żeby kwalifikować je inaczej - przestrzegł b. wiceminister finansów.

- Ten rząd w ogóle ma jakieś dziwne podejście do KPO i traktuje to jak mannę z nieba. Widzimy, że może to i jest manna z nieba dla właścicieli solariów czy klubów dla swingersów, ale generalnie dla gospodarki to nie ma szerszego znaczenia, A teraz jeszcze do tego wszystkiego te pożyczki z KPO, które wszyscy będziemy musieli spłacać nie są uwzględniane w długu. Więc ta żonglerka może się wydawać śmieszna, ale jest też po prostu niebezpieczna

 - ocenił.

Odnosząc się do założeń budżetowych w odniesieniu do kwestii związanych z obronnością, Patkowski zaznaczył, że “nie jest to tylko kwestia tego czy te środki zostaną wydane, bo to nie jest takie proste, żeby wydać mądrze 200 mld zł”. - Ale jest też pytanie: na co te pieniądze zostaną wydane? Czy to zostanie wydane dla wzmocnienia polskiego potencjału obronnego czy to będą takie wydatki dla wydatków? Te wydatki obecnie są wykazywane, natomiast – na co też zwraca uwagę prezydent Nawrocki – nie widać jeszcze takiego bezpośredniego przełożenia - czy to na nasze bezpieczeństwo czy to na naszą gospodarkę. Może rzeczywiście takie wydatki będą, ale czy one będą mądrze ponoszone, to tutaj śmiem wątpić - podsumował Piotr Patkowski.
 

Źródło