Publiczna służba zdrowia do naprawy. NASZ wywiad z prezesem Centrum im. A. Smitha

Dzisiaj tematem numer jeden problemów nie rozwiązanych przez polityków od wielu dekad jest pogarszająca się jakość publicznej służby zdrowia - mówi Filarom Biznesu Andrzej Sadowski, prezes Centrum im. A. Smitha.


Dlaczego służba zdrowia była wymieniana w ostatnim badaniu Centrum im. Adama Smitha jako najważniejszy problem, który wymaga pilnej poprawy w naszym kraju?
Służba zdrowia jest miejscem pierwszego kontaktu z instytucjami publicznymi. Okazuje się, że przez ostatnie lata czas oczekiwania na dostęp do lekarza czy czas interwencji na SOR-ach znacznie się wydłużył. Stąd zarówno służba zdrowia, jak też kolejki do lekarzy znalazły się na pierwszym miejscu wśród problemów do naprawy. 

Dlaczego właśnie kolejki okazały się najbardziej dolegliwe dla społeczeństwa?
Każdy obywatel – sam czy ze względu na bliskiego członka rodziny – miał do czynienia wielokrotnie w swoim życiu z publiczną służbą zdrowia. I ma własną miarę do porównania, jak było dawniej, i jak jest obecnie. Okazuje się, że kolejki do lekarzy znacząco się wydłużyły, nawet w sytuacjach kryzysowych, kiedy udajemy się z bliskim na SOR i okazuje się, że czas oczekiwania jest wielogodzinny, i to nawet w sytuacjach na granicy zagrożenia życia. Dlatego w powszechnej percepcji, jeszcze wzmocnionej przez drastyczne opisy upubliczniane przez media, to przekonanie się ugruntowało. Dzisiaj tematem numer jeden problemów nierozwiązanych przez polityków od wielu dekad jest pogarszająca się jakość publicznej służby zdrowia, zwłaszcza że obecnie Polacy mają możliwość porównania tych samych obszarów życia społecznego z innymi krajami UE. To, że nagle Polacy zaczęli korzystać z czeskiej służby zdrowia ze względu na szybkość i łatwość usuwania zaćmy, podczas gdy w Polsce na tego typu zabiegi tworzyły się wieloletnie kolejki, czy kiedy polskie kobiety zamieszkujące blisko granicy z Niemcami wolały rodzić nawet w gminnych szpitalach po zachodniej stronie Odry, mając tam lepszą obsługę niż w polskich szpitalach powiatowych, pokazuje, że wiemy, jak gdzie indziej ten sam sektor usług publicznych funkcjonuje. I - jeśli to możliwe – korzystamy z podobnych usług za granicą.

Podobne opinie o największych problemach wymagających pilnej poprawy w naszym kraju wyrażają zarówno zwolennicy PiS, jak i Koalicji Obywatelskiej. Z czego to wynika?
Jak widać Polacy są zgodni, niezależnie od opcji politycznych, co do rzeczy najważniejszych w ich życiu. A do nich należy rodzina – w wymiarze dbania o zdrowie swoje i najbliższej rodziny - co znalazło wyraz, jeśli chodzi o ocenę funkcjonowania służby zdrowia niezależnie od głosowania na tę czy inną partie polityczną. Zresztą podobne wyniki naszego badania dotyczą zwolenników obu ugrupowań, którzy wśród głównych problemów do naprawienia wymieniali oprócz funkcjonowania służby zdrowia także kwestie systemu edukacji czy podatki. Pod tym względem Polacy po prostu nie różnią się w podejściu do głównych ich zdaniem problemów społecznych wymagających poprawy. 

Czy badanie Centrum im. A. Smitha wskazuje, co należałoby konkretnie zrobić, by problemy obejmujące służbę zdrowia i inne dziedziny społeczne się zmniejszyły?
Politycy już zauważyli, że dla Polaków problemem najważniejszym i najbardziej widocznym gołym okiem są kolejki. Dlatego powstał pomysł, by ustawowo skrócić czas dostępu pacjentów do lekarzy, niestety jednocześnie z ominięciem zasadniczych zmian dotyczących zasad działania całego systemu służby zdrowia. Przypomina to trochę czasy PRL-owskie, kiedy towarzysz sekretarz PZPR, przejęty losem osób stojących w kolejce, nakazał przywiezienie ławek, tak by stojący mogli sobie usiąść. To mniej więcej propozycja ustawowego skrócenia kolejek do lekarzy jest tego rodzaju rozwiązaniem „merytorycznym”. Należałoby zacząć od prostych oszczędności – wskazywał choćby na to raport Pracodawców RP „Zdrowe oszczędności” z moim wstępem, gdzie prosta racjonalizacja przepływów finansowych i ich zbadanie pozwoliłaby na znacząco lepsze wykorzystywanie środków. To nie jest kwestia odsetka budżetu, który trafia na ochronę zdrowia. Bo takie same środki w złym systemie można najzwyczajniej zmarnotrawić. Wobec tego dzisiaj, mimo wzrostu nakładów na ten sektor, w tym na wynagrodzenia dla lekarzy, nie widać znaczących zmian w jakości tych usług. Dlatego metoda ograniczająca się wyłącznie do zwiększania procentu nakładów na służbę zdrowia nie zadziała, gdy system z definicji już nie jest nawet wadliwy, ale nieefektywny. Albowiem dodawanie kolejnych środków do nieefektywnego systemu nie przyniesie zauważalnych zmian. A ma to zresztą miejsce w ostatnich latach. Jeśli się nic nie zmieni, to de facto Polacy najzwyczajniej już się przestaną emocjonować, że coś nie działa, bo każdy będzie przechodził nad tym po prostu do porządku dziennego. 

Jednak reformy w tym sektorze muszą nastąpić…
Faktycznie próby pewnych reform mają wciąż miejsce. Bo mimo zamykanych oddziałów w publicznej służbie zdrowia ci sami lekarze zaczynają pracować w sektorze prywatnym i źle zorganizowane (choć dobrze finansowane) zasoby publicznej służby zdrowia przenoszą się do sektora prywatnego. To oczywiście nie rozwiązuje podstawowych problemów. Rzeczywista reforma wymaga ponadpartyjnego konsensusu i wieloletniej zmiany. Warto skorzystać z metody, jaką zastosowała Irlandia czy Indonezja. W tej ostatniej zwycięzcy wyborów parlamentarnych zdecydowali się oddać opozycji takie resorty jak edukacja czy zdrowie – na podstawie przekonania, że te dziedziny życia społecznego powinny łączyć ponadpartyjnie wszystkich, bo wymagają zmiany wielokadencyjnej. Stąd pomysł, by włączyć opozycję w realizację fundamentalnych zmian dla społeczeństwa w obu obszarach. 

Jeśli polskie elity polityczne będą miały taką świadomość, jak dziś w Indonezji czy wcześniej w Irlandii, to możemy dojść do sytuacji, jaka miała miejsce w tej ostatniej, gdzie – po zmianie systemu – kraj ten wyprzedził w ciągu dwóch pokoleń pod względem dobrobytu Wielką Brytanię.

Źródło

Skomentuj artykuł:

N