Nowa norma w Europie. Żywność drożeje szybciej [WYWIAD]

- Jeśli chodzi o ceny żywności to kształtuje się nowa norma w Europie - artykuły żywnościowe drożeją generalnie szybciej niż reszta koszyka konsumenckiego. (...) Pewnie wchodzą tu reperkusje wojny na Ukrainie, susza i inne gwałtownie zachodzące czynniki pogodowe. Wszystko to sprawia, że funkcjonowanie sektora rolno-spożywczego wiąże się z ponoszonymi przez producentów wysokimi kosztami - powstaje tu spora przestrzeń, by podnosić ceny - powiedział w rozmowie z Maciejem Pawlakiem dla portalu filarybiznesu.pl Piotr Bartkiewicz, analityk makroekonomiczny i rynków finansowych, ekonomista Banku Pekao SA.

Maciej Pawlak: Inflacja konsumencka (CPI) według szybkiego szacunku GUS w sierpniu wyniosła rok do roku 2,8%, a w stosunku do lipca -0,1%. Wciąż najbardziej zdrożała żywność i napoje bezalkoholowe – o 4,8%. To już drugi kolejny miesiąc, kiedy inflacja mieści się w celu inflacyjnym RPP NBP,  jednocześnie na dawno nieoglądanym, niskim poziomie. W jak dużym stopniu ta sytuacja okaże się trwała?

Piotr Bartkiewicz: Jak na razie, w horyzoncie kilku miesięcy, jeśli chodzi o perspektywy dalszego poziomu inflacji, nie widzimy ciemnych chmur na horyzoncie. Wręcz określiłbym ten jej sierpniowy poziom jako nową normę. W tym sensie, że spodziewamy się, że inflacja pozostanie w przedziale 2,5-3% w najbliższych miesiącach. I takiego jednoznacznego, twardego czynnika ryzyka, który by miał popsuć tę perspektywę, na razie nie obserwujemy. Ten odczyt sierpniowy był nieco niższy od prognoz, ściśle o 0,1 punktu procentowego poniżej tego, co na ogół prognozowali ekonomiści. Per saldo w związku z tym jest więcej dobrych niż złych wieści.

To znaczy?

Z jednej strony najprawdopodobniej doszło do spadku inflacji bazowej - mniej więcej do 3-3,1% liczonej rok do roku. Tak więc w sposób niezauważalny - w stosunku do sierpnia ub. roku. A z drugiej strony w dalszym ciągu dochodzi do relatywnie wysokiego wzrostu cen żywności. Spadek inflacji CPI o 0,1% wobec lipca br. był powyżej poziomu, którego moglibyśmy się spodziewać na podstawie zwyczajowych wzorców sezonowych. Jeśli chodzi o ceny żywności to kształtuje się nowa norma w Europie - artykuły żywnościowe drożeją generalnie szybciej niż reszta koszyka konsumenckiego.

Dlaczego tak jest?

Zapewne jest to temat na osobną dyskusję. Pewnie wchodzą tu reperkusje wojny na Ukrainie, susza i inne gwałtownie zachodzące czynniki pogodowe. Wszystko to sprawia, że funkcjonowanie sektora rolno-spożywczego wiąże się z ponoszonymi przez producentów wysokimi kosztami - powstaje tu spora przestrzeń, by podnosić ceny. Natomiast z naszego punktu widzenia absolutnie kluczowy jest rozwój inflacji bazowej - a więc tej, nie wliczającej cen produktów najbardziej zmieniających się, tj. żywności i nośników energetycznych. To jest właśnie część koszyka konsumenckiego, co do której przypuszczamy, że jest ona zależna od krajowej koniunktury. Jak byśmy na to nie spojrzeli także w przypadku inflacji bazowej mamy do czynienia z trendem spadkowym. Wobec tego sierpniowy odczyt inflacji konsumenckiej jest po pierwsze tego potwierdzeniem, a po drugie stanowi pewien powiew optymizmu, bo następuje po dwóch niepokojących miesiącach - w tym sensie, że spadki inflacji bazowej zatrzymały się w czerwcu i w lipcu, a w sierpniu - z czego jesteśmy zadowoleni - powróciły.

Według GUS w lipcu 2025 r. ceny skupu podstawowych produktów rolnych (zbóż, mięsa i mleka) co prawda nieco spadły w stosunku do czerwca br. (o 0,3%), natomiast w porównaniu z lipcem ub. roku wzrosły (o 11,9%). Jak bardzo wzrost tych cen może przełożyć się na wskaźnik inflacji?

Takie odczyty tego rodzaju cen nie mają własności wyprzedzających. Widzimy to w wysokości cen produktów sektora rolno-spożywczego. A więc w tym, że rok do roku w sierpniu o 4,8% w stosunku do sierpnia ub. roku, w całym GUS-owskim koszyku inflacyjnym, zdrożała żywność i napoje bezalkoholowe.

Na koniec lipca GUS odnotował w całej Polsce 830,8 tys. bezrobotnych, co przełożyło się na 5,4% stopę bezrobocia. Było ich tym samym o 8,5% więcej niż w lipcu ub. roku. W czerwcu stopa bezrobocia wyniosła 5,2%, zaś w maju 5,0%. W czerwcu 2024 r. wskaźnik ten wynosił 4,9%. Co jest główną przyczyną wzrostu bezrobocia? Co może zatrzymać to zjawisko?

W tym momencie dostrzec tu można wpływ działania czynników regulacyjnych, tj. sposobu obliczania stopy bezrobocia przez GUS. Dwa ostatnie miesiące były okresem, kiedy liczba bezrobotnych w całym kraju była niemal identyczna. Bo jego stopa w czerwcu i w lipcu ukształtowała się na poziomie 0,2 punktu procentowego powyżej wzorca sezonowego. Było to spowodowane wejściem w życie ustawy reformującej urzędy pracy i sposobu wyliczania świadczeń dla bezrobotnych. Istotne były dwie rzeczy. Po pierwsze rozszerzyła ona kategorię bezrobotnych, którzy mogą się rejestrować w urzędach pracy i otrzymywać zasiłek. A zatem z jednej strony rozszerzyła pulę bezrobotnych - głównie o rolników, czy też o osoby z sektora rolno-spożywczego. Zaś z drugiej strony przedłużyła okres bycia zarejestrowanym bezrobotnym - a więc tym samym osłabł bodziec do tego, by się wyrejestrowywać z zasobu bezrobotnych.

Jakie były tego rezultaty?

Wobec tego osoby, które się zarejestrowały w urzędach jako osoby bezrobotne, mogą być  - bez konsekwencji - dłużej bezrobotnymi, w oczekiwaniu na znalezienie pracy. A to sprawia, że w okresie przejściowym, kiedy rynek pracy dostosowuje się do tej nowej ustawy, liczba bezrobotnych rośnie „na papierze”. Nie widzimy realnych oznak pogorszenia się sytuacji na naszym rynku pracy. Mamy za sobą 2-3 lata spadków liczby zatrudnionych, ale są to na tyle niewielkie spadki, że w efekcie rozwadniają się w równocześnie zachodzącymi u nas niekorzystnych zmianach demograficznych, co przejawia się m.in. malejącą z roku na rok liczbą urodzeń. To nie jest więc tak, że nastąpiły jakieś skokowe, niekorzystne zmiany w czerwcu czy w lipcu, bo przecież w tym okresie generalnie koniunktura poprawiła się. Nie było więc powodu, by wówczas skokowo przybyło bezrobotnych. Moim zdaniem najgorsze mamy za sobą. Nawet jeśli koniunktura nie jest taka, jakiej byśmy się spodziewali czy chcieli, bo jest wciąż poniżej naszych aspiracji i oczekiwań. To jednak nie jest to powód, by dochodziło do masowych, powszechnych zwolnień z pracy.

Choć z drugiej strony doszło jednak do wzrostu bezrobocia wśród najmłodszych roczników na rynku pracy.

To prawda, nawet niedawno pisaliśmy o tym wraz z kolegami z Pekao SA w naszym codziennym serwisie ekonomicznym. Generalnie w tym przypadku chodzi o to, że tu się ujawnia słabsza koniunktura, bowiem rośnie liczba bezrobotnych z wykształceniem podstawowym i niższym. A zatem m.in. posucha w budownictwie sprawia, że młodzi ludzie bezpośrednio po szkołach nie znajdują tu zatrudnienia, a także w przemyśle. Ale też nie jest to zjawisko o jakiejś znaczącej skali.

Cena 1 m2 powierzchni użytkowej budynku mieszkalnego oddanego do użytkowania w całej Polsce, mimo inflacji, spada od 3 kwartału ub. roku, kiedy – wg danych GUS - wynosiła średnio 7 tys. 362 zł, a wg danych za 2 kwartał br. sięgnęła poziomu 6 tys. 973 zł. Jak to wyjaśnić? Jak na dalszy średni poziom cen oddawanych do użytku mieszkań może przełożyć się spodziewane dalsze zmniejszenie stóp procentowych?

Z tego, co się orientuję GUS operuje w tym przypadku cenami transakcyjnymi sprzedawanych na rynku nieruchomości, nowo wybudowanych mieszkań. A więc nie są to dane dotyczące cen ofertowych. Nie powinno to być jednak zaskakujące - w tym sensie, że generalnie, według wszelkich dostępnych danych, wzrost cen na tym rynku faktycznie mocno wyhamował we wcześniejszych kwartałach. Mamy obecnie przejściowy okres na rynku nieruchomości mieszkaniowych, kiedy istnieje duża podaż nowo oddanych do użytku mieszkań, a z drugiej strony popyt na nie zaczyna rosnąć, po ostatnich obniżkach przez Radę Polityki Pieniężnej NBP wysokości stóp procentowych i zapowiedziami ich dalszych obniżek. Zatem efekt jest taki, że to kupujący zaczęli mieć przewagę nad deweloperami na tym rynku. Mogą coraz bardziej negocjować ceny i ich upusty. Pojawiają się na nim promocje. Możemy dyskutować, czy statystyki GUS na ten temat wiernie oddają faktyczny poziom cen na tym rynku. Z tego co wiem, osoby zajmujące się rynkiem mieszkaniowym sięgają po statystyki GUS na ten temat na samym końcu, bo nie są one do końca wiarygodne w każdym przypadku. Natomiast generalnie nie jestem zaskoczony tymi spadkami cen. Sami prognozujemy spadek cen nieruchomości mieszkaniowych w tym roku.
 

Źródło
Tagi