Bez oszczędności i zdolności kredytowej. Czy to główni klienci branży FinTech?

Choć stanowią dużą grupę w społeczeństwie każdego kraju, a problem jest powszechnie znany, to brakuje uniwersalnej recepty na złagodzenie skutków dla ludzi „bankowo wykluczonych”. Groźba, że takich osób będzie przybywać jest całkiem realna, bo lawinowo rośnie liczba konsumenckich upadłości, coraz młodsi borykają się z finansowymi zobowiązaniami, a osób dysponujących satysfakcjonującymi ich oszczędnościami jest niewielu. Niestety.

Dane publikowane przez rozmaite instytucje, jak i wyniki badań opinii społecznej, pokazują, iż majątkowa dysproporcja wśród Polaków jest ogromna. Nie brakuje osób, których miesięczne zarobki osiągają poziom kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych, ale zdecydowana większość otrzymuje wypłatę poniżej średniej krajowej, która obecnie wynosi nieco ponad 5,2 tysiąca zł brutto. Poza tym znaczna grupa pracowników otrzymuje płacę minimalną – obecnie 2.800 zł brutto (w 2021 roku minimalne wynagrodzenie netto w pełnym wymiarze godzin wyniesie 2061,67 zł). Lub niewiele wyższą.

Natomiast z raportu „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020” - przygotowanego przez Instytut Badań Społecznych i Rynkowych IBRIS na zlecenie Santander Bank Polska - wynika, że:

„ponad połowa Polaków nie posiada oszczędności, które pozwalałyby im czuć się bezpiecznie. Głównie są to osoby, które deklarują, że w ogóle ich nie mają (37 proc.). Kolejne 19 proc. to badani, którzy mają zasoby finansowe, ale ich wysokość nie pozwala im odczuwać spokoju finansowego. Może to wynikać z wysokości osiąganych dochodów – aż 87 proc. ankietowanych z dochodem do 2 000 zł miesięcznie nie ma oszczędności lub nie czuje się bezpiecznie z ich wysokością”.

czytamy w raporcie „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020”

Równocześnie Narodowy Bank Polski niedawno podał, że depozyty gospodarstw domowych szacowane są ponad bilion złotych. Po raz pierwszy taka informacja pojawiła się w styczniu i wywołała poruszenie wśród ekonomistów, bo był to swoisty rekord. Jak pisał serwis FilaryBiznesu.pl, według eksperta HRE Investments Bartosza Turka, przyczyną trzymania tak dużych kwot w banku, mimo niemal zerowych stóp procentowych i inflacji, jest zaufanie do instytucji finansowych. Ale…

Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor oraz Biuro Informacji Kredytowej twierdzą w przygotowany prze obie instytucje raporcie, że na koniec zeszłego roku aż ponad 2 miliony 800 tysięcy Polaków miało zobowiązania kredytowe i pozakredytowe, których łączna wartość wyniosła ponad 81 miliardów złotych. Co gorsze, jak wynika z innego dokumentu spore problemy finansowe ma młode pokolenie, a z ogółu dłużników co czwarty nie ma jeszcze ukończonych 36 lat. [Więcej na ten temat w naszym tekście TUTAJ]

Niepokojąca jest również lawinowo rosnąca ilość konsumenckich upadłości.

W zeszłym roku aż 13.084 konsumentów zostało formalnie uznanych za bankrutów. To przykry rekord. Rok wcześniej dotyczyło to 7944 osób.

Ostatni rok przyniósł taką samą średnią wieku upadłego – 51 lat. Nie zmieniła się też proporcja pod względem płci. Wciąż więcej upada kobiet niż mężczyzn. Zaskakujący może być wiek najmłodszego bankruta. – 12 lat. Najstarszy upadły to 92-latek. Generalnie osoby w wieku 60 lat i więcej odpowiadają za 29,42% wszystkich upadłości konsumenckich.

tłumaczy Adam Pasternak z serwisu Upadanie.pl.

[WIĘCEJ NA TEN TEMAT TUTAJ]

Zobowiązania i długi Polaków mogą mieć związek z tym, że rośnie również grono osób, wobec których używane jest określenie underbanked, czy wykluczeni ekonomicznie. Oba zwroty brzmią koszmarnie, a chodzi przede wszystkim o osoby zadłużone, bez zdolności kredytowej, które nie mają szans skorzystać z oferty bankowych pożyczek. Rzekomo na świecie może być ich nawet od 2 do 3 miliardów. Oczywiście, nie brakuje ich także w Polsce, choć nie dysponujemy precyzyjnymi danymi. 

„Banki nie obsługują tej grupy ze względu na wysokie koszty oraz ryzyko, którego nie opłaca się im ponosić. To otwiera nowy obszar dla przedsiębiorstw oferujących mikropożyczki bez historii kredytowej, bezpłatne konta bankowe czy inne niskokosztowe lub bezkosztowe usługi”

twierdzą autorzy informacji agencji public relations „KLANG! Media” przekazanej serwisowi FilaryBizneu.pl 

Właśnie tymi ludźmi szczególnie mocno interesują się firmy z branży FinTech. Dla jednych to przedsiębiorstwa stosujące finansowe innowacje, dla innych to nowa odmiana parabanków. Kusząca jednak osoby, które są w pilnej potrzebie, nie mających środków na opłacenie bieżących rachunków, stojących przed nagłym problemem. 

Równocześnie większość z nas obecnie dysponuje smartfonem lub tabletem z dostępem do internetu, a w sieci znajduje się ogromna gama finansowych produktów. Tam właśnie firmy FinTech poszukują potencjalnych klientów z grupy underbanked. Korzystając z tej oferty nawet osoby zadłużone mogą wziąć pożyczkę.

„Wiele osób nie posiada zdolności kredytowej pozwalającej na zaciągnięcie zobowiązań o wysokiej wartości. Oferty banków leżą poza ich możliwościami. Czasem potrzebują nawet bardzo małego zastrzyku gotówki rzędu kilkuset złotych. Mogą wtedy skorzystać z lendtechów oferujących mniejsze kwoty na krótszy czas, bez wymogu posiadania historii kredytowej”.

tłumaczy Marcin Sikora z grupy LOANDO.

Czytelników FilaryBiznesu.pl chcemy jednak przestrzec, aby każdy dwa razy się zastanowił zanim pożyczy pieniądze z niepewnego źródła. Można bowiem nie tylko nie rozwiązać problemu, ale wpaść w jeszcze większe tarapaty. I koniecznie należy uważnie czytać umowy, zwłaszcza fragmentu „drobny drukiem”.

Źródło

Skomentuj artykuł:

N