Sztuczna inteligencja coraz śmielej wkracza do amerykańskich klas. W roku szkolnym 2025/2026 wielu uczniów i nauczycieli będzie korzystać z narzędzi AI, które mają szansę stać się dla dzieci „nową encyklopedią” – źródłem wiedzy, wsparcia w nauce i interaktywnych lekcji. Ale wraz z obietnicą innowacji pojawiają się także poważne pytania o etykę, równość i zdrowie psychiczne.
Z badania Walton Family Foundation i Gallupa wynika, że aż 60% nauczycieli w USA używało już sztucznej inteligencji w swojej pracy dydaktycznej w bieżącym roku szkolnym. Zastosowania obejmują przygotowywanie materiałów, personalizację lekcji i szybsze ocenianie prac.
AI staje się też tematem narodowych inicjatyw. Pierwsza dama Melania Trump ogłosiła we wtorek start programu Presidential AI Challenge, którego celem jest zachęcenie uczniów do wykorzystywania sztucznej inteligencji do rozwiązywania problemów społeczności lokalnych.
Na rynku edukacyjnym trwa prawdziwy wyścig. OpenAI uruchomiło niedawno „tryb nauki” ChatGPT, a także nawiązało partnerstwo z firmą Instructure, twórcą platformy Canvas, z której korzystają miliony studentów. Wspólnie pracują nad funkcją LLM-Enabled Assignment, która pozwala nauczycielom tworzyć spersonalizowane, interaktywne lekcje oraz monitorować postępy uczniów.
Co więcej, OpenAI, Microsoft i Anthropic przeznaczyły wraz ze związkami zawodowymi nauczycieli 23 miliony dolarów na szkolenia z zakresu AI dla 400 tys. pedagogów.
LLM (duży model językowy) daje możliwość generowania „person” w lekcjach – np. nauczyciel historii może poprosić sztuczną inteligencję, by wcieliła się w postać prezydenta czy innego bohatera historycznego, a uczniowie mogą prowadzić z nią dialog.
AI wspiera też dostępność – narzędzia konwertujące tekst na mowę czy ułatwiające czytanie pomagają dzieciom z dysleksją i osobom niewidomym.
Choć sztuczna inteligencja otwiera nowe możliwości, eksperci wskazują również na zagrożenia.
Niektóre szkoły, jak Departament Edukacji Publicznej w Nowym Jorku, początkowo zakazały ChatGPT z obawy przed nadużyciami.
Przeciwnicy AI w edukacji wskazują, że dostęp do nowoczesnych narzędzi może być ograniczony dla uboższych szkół i rodzin. Poza tym pływ AI na dzieci wciąż jest słabo zbadany. Nadmierne poleganie na technologii może prowadzić do izolacji i osłabienia umiejętności krytycznego myślenia.
Jak zauważa Matthew Rascoff ze Stanforda, AI powinna rozwijać się tak, by wspierać naukę jako doświadczenie społeczne, a nie wyłącznie indywidualne interakcje z komputerem. To właśnie uczenie się w grupie, współpraca i dyskusja budują kompetencje, które dzieci będą wykorzystywać w dorosłym życiu. Dla jednych więc AI to „nowa encyklopedia”, która demokratyzuje dostęp do wiedzy. Dla innych – zagrożenie dla tradycyjnej roli nauczyciela i ucznia.
„Nasz zawód został zaatakowany. Kto na tym naprawdę korzysta?” – pyta krytycznie Lauren Monaco, nauczycielka w przedszkolu w Nowym Jorku z ponad 20-letnim doświadczeniem
Inni wskazują, że nie można zapominać o przyszłości: „Uczniowie będą musieli odnaleźć się w gospodarce opartej na sztucznej inteligencji. To nasz obowiązek, by ich na to przygotować”.
Jedno jest pewne: w roku szkolnym 2024/2025 sztuczna inteligencja stała się częścią codzienności w szkołach. Teraz wyzwaniem jest sprawić, by nie była tylko kolejnym gadżetem, lecz realnym wsparciem w edukacji.